„Za pięć rewolta” – groza ukryta w słowotoku (recenzja)

by maynard on 27/09/2012

Post image for „Za pięć rewolta” – groza ukryta w słowotoku (recenzja)

Czytam. Wracam kilka stron wstecz. Znów czytam. Zlizuje słowa długim jęzorem. W głowie mi huczy, w oczach wiruję a macki splatam nieustannie w przyprawiające o oczopląsowy zawrót głowy konfigurację. Sięgam po kieszonkowy chronometr. Uff… dopiero „Za pięć rewolta”.

Taki przewrotny tytuł nosi jedna z pierwszych powieści Dawida Kaina, mistrza słowa polskiego, literackiego nihilisty oraz piewcy grozy i makabry, którego ostatnią powieść „Punkt wyjścia” recenzowałem jakiś czas temu. „Za pięć rewolta” to opowieść szalona niczym jazda bolidem bez trzymanki, napisana soczyście i bez zbędnej cenzury.

Choć w książce nie znajdziecie jakiejś zawoalowanej grozy, kosmicznych potworów chaosu ani kanibali rodem z amerykańskiej puszczy, sam klimat, jego bezwstydny, dosadny behawioryzm i pełna naturalistycznej prostoty fabuła może pozostawić we wrażliwym czytelniku uczucie głębokiego doła . Groza – nie. Przesłanie i pomysł – jak najbardziej tak!

Pozostając w sferze fabuły nadmienić warto słów kilka o samych postaciach, bo to na nie postawił autor i są czymś w rodzaju spiritus movens sukcesu literackiego książki. Sławek to wielki przegrany polskiej wersji „american dream”. Pracuje jako wielki hamburger – reklama sieci fast foodów, jest zgorzkniały, załamany, zdołowany na maksa i stoi niemal na końcu kapitalistycznego łańcucha pokarmowego. W takiej samej, o ile nie gorszej, sytuacji znajduje się jego dziewczyna, Ala która zawodowo zajmuje się pracą w charakterze cum doll (co to takiego sprawdźcie sobie w sieci). Krótko – dół i syf. Trzecią powieściową postacią jest Tomek – całkowite przeciwieństwo opisanej przed chwilą dwójki, rekin biznesu, copywriter i yuppie pławiący się w strumieniach Polskiego Złotego. Losy całej trójki, jakżeby inaczej,  splatają się i łączą.  Pojawia się tajemnicza sekta i zostaje popełniona zbrodnia…

Konstrukcyjnie „Za pięć rewolta” do złudzenia przypomina „Punkt wyjścia”.  Mamy pierwszoosobową narrację, przeskoki między bohaterami a książka, z pozoru chaotyczna, w połowie zaczyna przypominać precyzyjnie poukładane puzzle (przedstawiające coś na kształt obrazu Pollocka). Tak właśnie rozpoznawać będzie się , chyba sprecyzowany już, styl autora za który należą się mu wyrazy uznania.  O ile w „Punkcie…” mieliśmy odniesienia do literatury i destrukcyjnego wpływu słowa pisanego, o tyle „Rewolta” to jadowita krytyka kapitalizmu, kultu pieniądza i konsumpcyjnego pędu za sukcesem.

Na zakończenie powiem, że powieści Kaina powinno czytać się chronologicznie, czyli w kolejności „Za pięć…”, „Punkt…”. Chyba będą lepsze w odbiorze i stopniowo przygotują czytelnika na obfite w słowotoki (myślotoki?) przesłania autora. Ja zrobiłem odwrotnie i … przeżyłem, choć czuję się, pozytywnie sponiewierany.

Oczywiście polecam.

SUPLEMENT: Na stronie autora niedawno ukazała się DARMOWA, debiutancka powieść autora „Prawy, lewy, złamany”. Do pobrania TUTAJ

Comments on this entry are closed.

Previous post:

Next post: