Yacht charter Croatia

„Pod Wrzosowiskami” pachnie starą jesionką

by maynard on 11 grudnia 2010 · 0 comments

Post image for „Pod Wrzosowiskami” pachnie starą jesionką

„Król jest tylko jeden!” – ten wyświechtany slogan, parafrazowany przez miliony, jest o dziwo nadal „żywy” i ma się całkiem dobrze (zupełnie jak Ja ;-) ). Co więcej, można go użyć w naszym, mrocznym i lovecraft’owskim środowisku. Lovecraft, mistrz i król, był tylko jeden i wszelakie wypociny „po Lovecrafcie” są tylko namiastką i cieniem jego cienia. Mocne to i dosadne słowa ale, zgodzicie się ze mną, że prawdziwe. Autorzy piszący tzw. Lovecraftian novels, choć wielkimi autorami są,  nie umieją w pełni wykorzystać potencjału i „pazura” mistrza.

Wyjątkiem od tej reguły, niestety, nie jest twórca o którym wspominałem już kiedyś, a mianowicie Brian Lumley. Choć jego miniatury są wierne ideom Lovecrafta w 100 %, literacko wypadają tylko na 50.  Najlepszym przykładem tej niezbyt udanej próby „podążania” ścieżkami  Mistrza jest wydany przez wydawnictwo Vis-a-vis etiuda zbiór opowiadań Lumleya zatytułowanych „Pod Wrzosowiskami”.

Pomysły pana Briana są naprawdę ciekawe i tu przyczepić się nie mogę. Połączenie ponadzmysłowe na linii Cthulhu-sny-Lumley na szczęście nie zostało zerwane i wszystkie mroczne i wypaczone wizje znalazły swoje ujście w pisarstwie autora. Niestety cała reszta trzeszczy i pruje się w szwach niczym stara jesionka. Styl, konstrukcja dialogów oraz sama narracja większości opowiadań to nuda i tzw. wyrobnictwo. Większość miniatur o wspaniale nowatorskiej tematyce (Przedwieczni a Starożytna Grecja, Cthulhu w kosmosie, topos przeklętego życzenia) została wesoło „położona” na łopatki a wymagający czytelnik znuży się i zniechęci już po kilku pierwszych stronach.  Pisarstwo Lumleya, tak jak w przypadku opisywanego już zbioru „Dom Cthulhu: Opowieści z pierwotnego lądu”, pozostawia wiele do życzenia i jest do bólu plastikowe i sztampowe. Tak pisałby dziewiętnastoletni amator chcąc wysłać swoje „dzieła” do niskich lotów magazynów fantastycznych.  A może po prostu autor stworzony jest do pisania dłuższych tekstów np. powieści?

Jedyne godne uwagi opowiadania znajdują się na końcu zbiorku i są to: „Dzwon Dagona” oraz opowiadanie tytułowe. Lumley postarał się w nich jak najwierniej odtworzyć klimat dzieł Lovecrafta, podzielił opowiadania na mini-rozdziały, umieścił w nich listy i wycinki oraz bawił się narracją. Niemniej jednak czytałem je z dużym oporem co chyba jednak nie sprzyja pozytywnej ocenie (dużo lepszy temat podwodnych dzwonów i ryboidalnej nacji z głębin rozwinął Andrzej Pilipiuk w opowiadaniu „Wieczorne dzwony”)

No ale w sumie nie jest tak źle. Spuścizna po innych wielkich prezentuje się znacznie gorzej. Może pan Lumley się jeszcze rozkręci?

Podziel się na:
  • Facebook
  • Blip
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • Wykop
  • Twitter

Może zainteresują Cię również:

  1. Opowieści z Pierwotnego Lądu
  2. „Obserwatorzy spoza czasu” albo lepiej „Pole minowe”
  3. Mroczne kulty kontratakują!
  4. „Nokturny” – straszą nie tylko nocą
  5. „Opowieści o makabrze i koszmarze” – klasyka odkurzona (odsłona pierwsza)

Leave a Comment

Previous post:

Next post: