Nie jest umarłym ten który spoczywa wiekami…no fakt, martwy to ja z pewnością nie jestem. Może troszkę sfilcowany i rozleniwiony, ale martwy – nigdy! Z lekka łamie mnie w kościach i dokucza mi reumatyzm, sami wiecie, ciągłe łażenie po dnie Pacyfiku nie popłaca.
Co u nas w R’lyeh spytacie? Ano, po staremu. Imprezy, manipulowanie snami śmiertelników, gra w podwodnego berka, zawieranie mrocznych paktów z pierwotnymi plemionami, znowu imprezy i tak w kółko. Czasem któremuś, zwłaszcza Dagonowi strzeli do łba pomysł wynurzania się na powierzchnie i robienia za Godzillę, ale zaraz się chłopak meczy i wysycha. No ale przez takie wybryki przybywa wam pacjentów w zakładach bez klamek. Interes się kręci, ręka rękę myje. Wiecie jak to jest.
A i porozrastało się nam i rozgałęziło całe to nasze grono wyznawców, zaraz któryś książki nowe pisze a cała banda pozostałych – gry komputerowe montuje. Spamiętać i wyliczyć to wszystko w jeden wieczór to jak objąć w pasie starą Shub-Niggurath. Dlatego co jakiś czas postaram się tutaj wpis jakiś macką nabazgrać, wiedzę swoją i waszą poszerzyć oraz plotki najnowsze z kręgu wielkich przedwiecznych porozsiewać.
Może ktoś z was niedługo krzyknie tak miłe dla moich uszu słowa „Cthulhu fhtagn!”
Tyle wstępu. Idę wysłać niepokojące wizję pewnej grupce strajkujących z małego, europejskiego państwa.
Słodkich snów kochani…

Brak podobnych wpisów



