Każdy lubi się czasem trochę rozerwać, nawet Wielcy a już na pewno Przedwieczni. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy pomysłów braknie a w głowie nuci się w kółko natrętną pieśń „w co się bawić, w co się bawić”.
Próbowaliśmy grać w kilka ziemskich gier ale niestety wszystkie rozgrywki kończyły się totalną porażką. Karty pod wodą rozmiękły, Hydra zjadła kafelki do „Scrabble’a” a Dagon okrutnie kantował w „Monopoly”. Pozostało nam jedyne i ostateczne wyjście z sytuacji czyli zestrojenie fal myślowych z waszym wszechobecnym internetem. No i bingo!
Na stronie www.kongregate.com pojawiła się ostatnio bardzo przyjemna darmowa karcianka – „The Necronomicon”, będąca ciekawą kalką doskonałej i sławnej gry karcianej „Call of Cthulhu”. Gra przebiega turowo i ogólnie przypomina konstrukcją standardowe produkcje tego typu jak np. „Warstorm” lub „Magic: the gathering”
W grze wcielamy się w rolę adepta mrocznych sztuk, który, niczym Abdul Alhazred, z nie jednego kotła wywar smakował i któremu nie obce są inkantacje i obrzędy. Każda wygrana rozgrywka przenosi nas na wyższy poziom a szczebli kariery jest więcej niż tych w drabinie ze snu Św. Jakuba. Karty z kolei dzielą się na dwie grupy: spells (czary-mary) oraz summoning (potworku, do nogi!). Oba rodzaje kart mają na celu zmniejszenie ilości sił witalnych przeciwnika bądź wzmocnienie naszych.
Dodatkową atrakcją w grze są tzw. punkty sanity, czyli poczytalności. Każde rzucenie czaru lub przyzwanie potwora zmniejsza, niestety, owe punkty co może doprowadzić nas do stanu choroby umysłowej (agoraphobia na ten przykład ogranicza naszą pulę kart a ksenophiobia sprawia że przyzwanie nie odnosi skutku).
Reasumując, gra się miło. Sami możemy decydować jakiej karty użyć oraz czym „poczęstować” przeciwnika. Jedynym minusem „The Necronomicon” jest konieczność gry z komputerem oraz rozmazana grafika na obrazkach kart (przecież MY tak do cholery nie wyglądamy!).
Brak podobnych wpisów




Grałem, fajna! Acz szkoda, że chyba nikt już tego nie rozwija, bo doc archaicznie wygląda.
Jakby była wersja na Facebook, to mogłaby się przebić i trochę namieszać.