Po rewelacyjnych opowiadaniach Stefana Grabińskiego przyszedł czas na coś nowszego i generalnie z „innej bajki”. Choć bajka troszkę inna, mianownik pozostaje wspólny – groza. Miniatury które chcę wam dziś przedstawić raczej pozbawione są elementu parapsychologicznego i napisane są w zupełnie innym stylu, bliższym neonom amerykańskich miast niż ciszy prowincjonalnych, polskich miasteczek. Niemniej jednaj trzymają fason. Jak wiadomo po tytule wpisu, dziś zajmiemy się współczesną prozą niepokoju i behawioryzmu, czyli twórczością Pawła Palińskiego.
„Cztery pory mroku”, z wydawnictwa Fabryka Słów, to zestaw dziesięciu opowiadań z kręgu ogólnie przyjętej grozy. Akcja każdego z nich ma miejsce w kraju Wujka Sama za Wielką Wodą a klimat od razu kojarzy się z twórczością Stephena Kinga. Jednakże, dzięki Bogu, Paliński NIE kopiuje mistrza, NIE produkuje zamulającej sztampy, NIE sili się na amerykański tani blichtr. Od zbioru wieje pomysłowością, wspaniałym pisarskim stylem, krwistym językiem i wieloma jeszcze, całkowicie pozytywnymi aspektami wśród których NIE znajdziecie nudy i wtórności.
Wszystkie opowiadania zbiorku można opisać dwoma słowami: horror psychologiczno-egzystencjalny, bo taki właśnie target wziął sobie na warsztat Pan Paweł. Bohaterowie, każdej z miniatur to ludzie z ogromnymi problemami i po strasznie trudnych przejściach, lub odwrotnie , beztroscy utracjusze których życie wali z „liścia”, prosto w nos. Nierzadko autor ucieka się do metafor i symboliki, które w efekcie zmuszają czytelnika do głębszych refleksji nad życiem oraz jego wpływem na emocjonalny i psychiczny stan bohaterów, zwykłych, szarych ludzi jakich spotykamy za oknem. Paranoidalny i behawiorystyczny wydźwięk opowiadań Palińskiego podkreśla majstersztyk opisów, dosłowny i naturalistyczny. Czytając Palińskiego niemal czujemy gorąc płonących wraków samochodów („Fair play”), do szłu doprowadza nas brzęcząca osa („Gniazdo os”), rozkoszujemy się powiewem letniego powietrza („Pięć minut przed końcem lata”) czy czujemy ciosy bijących nas oprawców („To dla Lucy Lee…”). Niepokój, groza a wreszcie koszmar w „Czerech porach mroku” dawkowany jest stopniowo, nikt tu się nie spieszy, akcja jest wolna a, jak na rasowy thriller przystało, finał wbija w fotel (i w każdy mebel na którym aktualnie siedzi czytelnik).
„Cztery pory mroku” są niezwykle zróżnicowane fabularnie. Mamy tu: dwa rasowe horrory o potworach (wampir w „Wiele lat, wiele przyszłości temu” i wilkołaki w „Krótkiej balladzie o przemienieniu”), miniaturę w konwencji snu („Fair play”), romantyczno-nostalgiczną ghost story („Pięć minut przed końcem lata”), makabryczną opowieść w stylu „Hostelu” („Judasz z krwi i kości”), oraz kilka opowiadań o ludziach na zakrętach życia (i w przedsionkach obłędu)w stylu wczesnego Kinga („Trikkety-trakkety-trak…”, „Gniazdo os”, „Zapłacz a ja cię ukoję, rzekła śmierć”).
Całość oceniam na dużą piątkę z plusem i czekam na więcej. Tak powinno się pisać dobrą literaturę.
Polecam z brudnym, bluźnierczym sumieniem
Może zainteresują Cię również:

















{ 2 comments… read them below or add one }
Zacna recenzja, portal również
Z tym Kigniem, moim zdaniem – sporo racji.
Przy okazji zapraszam na jeszcze ciepłą i rozpędzającą się stronę fanów Palińskiego: trikkety-traketty-trak.blogspot.com
Już dodaliśmy tę recenzję do naszej bazy, linkujemy, polecamy, udostępniamy
Dzięki. Właśnie zaglądam na stronę…